Archiwum

Tag Archives: polityka

Rozczarowany swoją pozycją zawodową architekt francuski Claude Parent wydał w 1982 książkę o znamiennym tytule L’Architecte bouffon social – Architekt pajac społeczny (wyd. Casterman). Gorzkie refleksje na temat pozycji architektów w procesie inwestycyjnym ten słynny wizjoner pointuje stwierdzeniem:

Architekt jest za wszystko odpowiedzialny, stał się użytecznym pajacem i z tym tytułem jest potrzebny społeczeństwu kapitalistycznemu.

Trudno też nie zgodzić się z autorem, że projektanci funkcjonują jako przykrywka dla technokratów, są buforem między tymi, którzy naprawdę podejmują decyzje a mieszkańcami.  

Albo, że:

Jeśli architektura jest zła, trzeba winić architekta. Jest on dyplomowanym kozłem ofiarnym.

Jak bardzo różni się stanowisko Parenta od wcześniejszych optymistycznych manifestów modernistycznych czy demiurgicznych zapędów Le Corbusiera i jego następców!

Tłum. z francuskiego Florian Boniface.

W zniszczonym w trakcie wojny niemieckim Saarbrücken pojawiła się dominanta w krajobrazie miasta – była to… francuska ambasada. 

Tekst: Florian Boniface

Jest rok 1945, właśnie skończyła się wojna. Wkrótce w Saarlandzie odrodzą się stosunki niemiecko-francuskie. Miejsce jest przedsionkiem powstania CECA – Europejskiej Wspólnoty Węgla i Stali, a następnie Unii Europejskiej.

Pinngusson z zespołem architektów nad modelem Saarbrücken

Pingusson z zespołem architektów nad modelem Saarbrücken

George Henri Pingusson – architekt, autor prezentowanego wcześniej na blogu samochodu Unibloc – jest szefem rekonstrukcji Saarbrücken pod zarządem francuskiej armii. Częścią planu odbudowy miasta jest ambasada, która będzie emanacją francuskiej elegancji i luksusu w podbitych Niemczech.

Szkic Pingussona - Saarbrücken

Szkic Pingussona – Saarbrücken

Według zasad Karty Ateńskiej budynek jest uniesiony nad ziemią i zorientowany na osi wschód-zachód. 4 podstawowe funkcje wyeksponowano w bryle budynku: biura, strefę wejściową, zaplecza i rezydencję Ambasadora. Hol połączono z ogrodem reprezentacyjnymi schodami. Rytm fasady biurowej zbudowano z betonowych słupków w rozstawie 1,2m.

ping3

Ambasada francuska w Saarbrücken, proj. George Henri Pingusson, 1952-54.

Wyjątkowo luksusowe było biuro Ambasadora – ściany pokryto kamieniem, oświetlenie schowano w suficie, a balkon otwiera się na rozległy ogród. Meble zostały ręcznie ozdobione przez japońskich artystów, którzy – jak głosi anegdota – po przyjeździe do Saarbrücken musieli wrócić na chwilę do kraju po własne pędzle i farby.

Ambasada francuska w Saarbrücken, proj. George Henri Pingusson, 1952-54.

Ambasada francuska w Saarbrücken, proj. George Henri Pingusson, 1952-54.

Niestety już w latach 70. zlekceważono plan urbanistyczny Pingussona, prowadząc przez centrum drogę szybkiego ruchu, która przebiega tuż przed ambasadą. Droga jest źródłem hałasu, uniemożliwiającego korzystanie z przestrzeni otwartych wokół budynku. Rezydencja została przekształcona wraz ze zmianą funkcji obiektu na Ministerstwo Kultury.

ping2

Hol z rozusniętymi ścianami, 1955.

We wrześniu 2013 byłą Ambasadą zajęli się studenci Szkoły Architektury w Nancy, pod kierunkiem dr Evy Mengden – od lat walczącej o rewaloryzację ambasady i innych obiektów w regionach Lorraine-Sarre-Luksemburg. Po sześciu miesiącach pracy uznaliśmy, że nie chcemy zakończyć jej jedynie projektem kursowym i zaangażowaliśmy się w obronę budynku.

ping1

Wyjście na dziedziniec, 1955.

Niestety Ambasada jest dziś zagrożona. Ministerstwo Kultury opuściło obiekt, napotykając trudności z inwestowaniem w renowację. Pustostan ulega powolnej degradacji.

Organizujemy kolejne warsztaty, realizujemy z Evą film o budynku i wystawę, które może przyczynią się do jego zachowania. Uważamy, że warto zachować Ambasadę ze względu na jej głęboką historię. Wiemy też, że wyburzenie byłoby krokiem, którego miasto będzie żałować w przyszłości – zapomnieć o budynku to zapomnieć o historii. A czas ucieka.

Rem Koolhaas jest postrzegany raczej jako intelektualista wśród architektów. Jednocześnie wg Powerhouse Company buduje najwięcej (z grupy laureatów Pritzkera) w krajach pozbawionych wolności, a jego opinie polityczne są zadziwiające. Na przykład w wywiadzie przeprowadzonym przez Hansa Ulricha Obrista stwierdził, że nowe pokolenie decydentów w Chinach, nie dąży obsesyjnie do bogactwa. I dalej:

Uważam, że ciągłe zakładanie bliskiego upadku jest dziennikarską propagandą, tak jak sugestie o „materializmie,  łamaniu praw człowieka i zdobywaniu fortun”.

W zadziwiająco płytkiej rozmowie, Koolhaas jednym tchem mówi o misyjnej (!) roli chińskiej telewizji państwowej, dla której zaprojektował moloch w centrum Pekinu, jak i o społecznej wartości wnętrza opracowanego przez jego biuro dla producenta luksusowej odzieży Prada w Nowym Jorku. Największym jednak problemem nie są dla niego niuanse społeczne fasadowej demokracji gospodarczej ChRL, ale to, że jego wieżowiec jest porównywany do Muzeum Guggenheima w Bilbao… 

Okładka książki.

Okładka książki z wywiadami.

W tej samej książce Koolhaas, opowiadając o ambasadzie Holandii w Berlinie, bez cienia żenady dzieli się swoimi spostrzeżeniami na temat mentalności urzędników wcześniej pracujących w administracji NRD, zauważając, że:

czuli się oni obrażeni liberalizacją Wschodu, która doprowadziła do narzucenia nieelastycznej doktryny urbanistycznej [sic!]. Byli więc niesamowicie pomocni w działaniu na przekór. Myślę, że to dzięki faktowi współpracy z wschodnioniemieckimi urzędnikami mogliśmy eksperymentować.

Ciekawe, czy miał na myśli również byłych funkcjonariuszy Stasi, opowiadając te brednie.

Źródła: Hans Ulrich Obrist, The Conversation Series: Rem Koolhaas, Verlag der Buchandlung Walter König, Köln, 2006; http://www.bureau-europa.nl/documents/Riennevaplus_reader.pdf, s. 31.

Sytuacja architektów w Jugosławii była wyjątkowa w kontekście bloku sowieckiego. Nie musieli pracować w biurach państwowych, które w Polsce nazywano czasem kołchozami. Można było zakładać i prowadzić własne firmy projektowe, które spokojnie konkurowały na ówczesnym rynku. Co więcej, nie tylko organizowano w Jugosławii konkursy, ale przedsiębiorstwa państwowe zlecały prywatnym architektom zadania rządowe! Tak było z Ośrodkiem Zdrowia dla Dzieci Wojskowych w Krwawicy (niedaleko Makarskiej, którą wielu Polaków zna z wakacji) zaprojektowanym przez niezależnego architekta Rikarda Marasowića w 1961.

Ośrodek Zdrowia dla Dzieci Wojskowych w Krwawicy, proj. Rikard Marsowić, 1961, fot. Oris nr 50/2008.

Szkic perspektywiczny, Ośrodek Zdrowia dla Dzieci Wojskowych w Krwawicy, proj. Rikard Marsowić, 1961, fot. Oris nr 50/2008.

Budynek nie był opublikowany po realizacji, ponieważ otoczono go tajemnicą. Ośrodek otwarty był jedynie dla wybranych, niedostępny dla szarych obywateli. W czasie wojny w latach 90. funkcjonował jako obóz uchodźców, potem został sprywatyzowany i mieścił hotel. Dziś dzieli los podobnych obiektów wypoczynkowych dla wojska – jest zdewastowaną, współczesną ruiną, a jego przyszłość jest niejasna.

Ośrodek Zdrowia dla Dzieci Wojskowych w Krwawicy, proj. Rikard Marsowić, 1961, fot. Oris nr 50/2008.

Ośrodek Zdrowia dla Dzieci Wojskowych w Krwawicy, proj. Rikard Marsowić, 1961, fot. Oris nr 50/2008.

krvavica2

Przekrój – Ośrodek Zdrowia dla Dzieci Wojskowych w Krwawicy, proj. Rikard Marsowić, 1961, fot. Oris nr 50/2008.

krvavica1

Rzut piętra – Ośrodek Zdrowia dla Dzieci Wojskowych w Krwawicy, proj. Rikard Marsowić, 1961, fot. Oris nr 50/2008.

Najbardziej charakterystycznym elementem obiektu jest stojący na słupach pierścień, na którym znajdują się pokoje wypoczynkowe (czasem sześcioosobowe) mieszczące się w ułożonych promieniście bryłach o zróżnicowanej wysokości. Dostępne są one z wewnętrznej galerii, którą skomunikowano z przyziemiem za pomocą pochylni, majestatycznie biegnącej przez dwukondygnacyjny hol.

Film o budynku i współczesne zdjęcia można obejrzeć na kukumag.org.

Informacjami o budynku podzielili się Paweł Floryn i Katarzya Frenczak-Sito rezydująca obecnie w Splicie. Źródło: Miranda Veljačić, Feathers in the Bora, Oris nr 50/2008.

Polska w latach 80. XX w. stała się niezwykle żyznym gruntem dla nowych idei architektonicznych. Z jednej strony konsekwentne marginalizowanie roli architektów w procesie inwestycyjnym spowodowało masowe niezadowolenie z ówczesnego stanu profesji i jakości budynków, a także dogłębny kryzys wartości modernistycznych. Z drugiej kwitnąca na świecie myśl postmodernistyczna zlała się z nauką rosnącego w siłę Kościoła, który nabrał impetu po wyborze Wojtyły na papieża w 1978.

1b

Rysunek Jerzego Gurawskiego przedstawiający krakowskich kolegów-architektów, lata 80.

Kościół stał się ośrodkiem kultury, w świątyniach organizowano nie tylko nabożeństwa, ale także projekcje filmów, wystawy sztuki współczesnej i dyskusje. Tu znajdowały ujście wolnościowe hasła i  realizowały się potrzeby społeczne, piętnowane przez system polityczny. Był też oczywiście bardziej przyziemny i pragmatyczny powód zażyłych relacji architektów z Kościołem w  latach 80. – były to jedne z niewielu budynków publicznych, które wtedy można było realizować – i to bez odgórnych dyrektyw partyjnych i poza upolitycznionymi strukturami.

Przemieszanie haseł w iście amerykańskim stylu Jencksa (por. wpis Bogactwo!) z retoryką Kościoła katolickiego zaowocowało specyficzną miksturą mistycyzmu w postawach ówczesnych architektów. A z powodu kryzysu i braku okazji do budowania – środowisko naturalnie zajęło się dywagacjami o przyszłości, zdecydowaną krytyką przeszłości i rozważaniami teoretycznymi ze szczególnym uwzględnieniem religii.

1i

Plansza Wojciecha Kosińskiego i Janusza Pruskiego, Mogilany ’83.

W Architekturze w latach 80. publikowano np. relacje ze spotkań Konserwatorium Polskiej Architektury Współczesnej w Mogilanach. Już sama nazwa – konserwatorium – corocznej (?) imprezy wskazuje na odcięcie się od pragmatyki budowy w stronę rozumienia architektury jako sztuki. Bardzo popularne wśród architektów spotkania przynosiły czasami zaskakujące rezultaty. W 1983 dużo mówiono o symbolicznej roli architektury jako rzekomej odpowiedzi na potrzeby społeczne, stawiając za przykład dobrego strefowania kościoły.

Przed modernizmem przestrzenie społeczne, w tym kościoły, posiadały enklawy wytwarzające strefę osobistą (personalizm). Modernizm wyeliminował je czyniąc przestrzeń społeczną nieludzką (totalitaryzm).

Powyższa wypowiedź Wojciecha Kosińskiego i Janusza Pruskiego, zilustrowana dobitną, symboliczną planszą, wskazuje na wyraźne zawężenie zainteresowania do architektury sakralnej i traktowanie jej jako przykładu dla nowych postmodernistycznych budynków publicznych, całkowicie odrzucając osiągnięcia modernizmu. W podobnym tonie wypowiada się Krystyna Januszkiewicz:

Strefa osobista i przestrzeń społeczna mogą być porównywane z rozróżnialnym w religioznawstwie fanum (krąg poświęcony) i profanum (to, co świeckie)… Rozpatrywanie w kategoriach przestrzennych różnicy między fanum a profanum opiera się na stwierdzeniu, że dla religijnego człowieka (sic!) przestrzeń nie jest jednorodna, a każda część przestrzeni jest jakościowo różna od innej.

Podczas kolejnych edycji warsztatów pojawiały się sakralne i klasyczne odniesienia, jednak znaleźć można tu też wyraźną kontrę, którą jest np. wypowiedź i kolaż Moniki Rydiger. Architektka podkreśla, że wertując czasopisma katolickie możemy przekonać się, że na ich łamach lansuje się rozmaitość form nowych kościołów naśladując przecież chwyty stosowane w świeckich środkach masowego przekazu.

1e

Moda na kościoły – Monika Rydiger, Mogilany.

Moda na kościoły była jednak nie tylko hedonistyczną przyjemnością ale przede wszystkim architektoniczną koniecznością, ponieważ takie było zapotrzebowanie społeczne w latach 80. Niezliczone przykłady obiektów składających się z sentymentalnych nawiązań, przypominające ze względu na ilość zszytych kodów i narracji, twory dr Frankensteina, znajdowały niewielką przeciwwagę w wyważonych jak na tamte czasy projektach świątyń. Przykładem może być tu praca dyplomowa Macieja Miłobędzkiego (dziś JEMS) czy kościół zaprojektowany przez M. i A. Domiczów w Opolu, albo ich niezrealizowany projekt dla wrocławskich Bartoszowic. Do budynków tamtych lat, które przetrwały próbę czasu zaliczają się także dzieła Krzysztofa Kozłowskiego, Stanisława Niemczyka, Romualda Loeglera czy Bolesława Stelmacha.

1a

Projekt dyplomowy Macieja Miłobędzkiego.

Architekci polscy próbowali w latach 80. odnaleźć swoją tożsamość. Z jednej strony zadawano sobie pytania o polskość architektury, z drugiej odwoływano się do istoty wszechrzeczy. Symptomatycznie, to nic innego jak projekt świątyni zdobył główną nagrodę równorzędną na I Biennale Architektury w Krakowie. Bohdan Sękowski przemieszał zainteresowanie wiarą i naturą, proponując ołtarz w formie drzewa poznania, a zewnętrzny krzyż jako trzy donice na dęby.

1c

I Biennale Architektury w Krakowie, nagroda Bohdan Sękowski.

W tonie uduchowionego kazania wypowiedział się na łamach Architektury Andrzej Chwalibóg – działacz Solidarności, szykanowany przez władze. Zanim  jego rozmówczyni zdążyła zadać mu pierwsze pytanie, wypalił:

Piękno to prześwitująca przez świat materialny idea… jestem spadkobiercą poglądów Plotyna, którego teoria połączyła antyczną obiektywizację istoty piękna do liczby, miary i proporcji z chrześcijańską, teologiczną koncepcją piękna.

I dalej:

Wydaje Ci się, że znalazłaś samotnego dziwaka wśród racjonalnego tłumu, a jest inaczej. To ja jeden mam rację, uważając, że metafizyka jest podstawową, naturalną reakcją na fenomen istnienia.

Krystyna Trausolt próbuje skierować rozmowę na inne tory, ale to jest jałowe. Pyta czy to rzeczywiście idea, wiara czy teoria, a nie warsztat projektowy, pomaga osiągnąć właściwą formę? Chwalibóg idzie w zaparte: Tkwi we mnie głęboka wiara, że jeśli coś jest dobre samo w sobie, to będzie dobre także i dla ludzi. Głęboka wiara architekta jest także zilustrowana przykładami, które mówią same za siebie.

1d

Ilustracja do wywiadu – projekt Andrzeja Chwaliboga.

Podobna postawa – choć być może nie tak skrajna – nie była odosobniona. Widać to w rysunkach okolicznościowych Jerzego Gurawskiego czy  Konrada Kuczy-Kuczyńskiego. Nawet diagram autorstwa Bohdana Lacherta obrazujący proces inwestycyjny ma w sobie coś religijnego…

1f

Diagram procesu twórczego/inwestycyjnego – Bohdan Lachert.

Architekci polscy byli wtedy przepełnieni duchem czasów, czuli, że ich świat nareszcie się zmienia. Na ich postawy wpłynęły nie tylko manifesty z Zachodu, ale przede wszystkim sytuacja społeczno-polityczna w kraju. Bez względu na poglądy projektowali i przystępowali do konkursów na świątynie. Realia były takie, że – jak opowiedziała mi Grażyna Hryncewicz-Lamber – nagrodą dla zwycięzców konkursu na kościół Odkupiciela Świata we Wrocławiu, była pielgrzymka do Watykanu, na którą zgodnie udały się osoby wierzące i nie.

1g

Rysunek Konrada Kuczy-Kuczyńskiego.

Źródła: Architektura roczniki z lat 80.

Wnętrze fot. Łukasz Cynalewski

Wnętrze fot. Łukasz Cynalewski

Tekst: Karolina Wrzosowska

Ściany Nowej Synagogi w Poznaniu pomalowane są na niebiesko. Powodem tego koloru jest przekształcenie synagogi  na basen dla żołnierzy Wermachtu w czasie II Wojny Światowej. Nowa funkcja została tam ‘trochę’ dłużej niż naziści.

Do dziś jest to kontrowersyjny temat. Wiele osób zajętych jest myśleniem jak usunąć basen i stworzyć tam Centrum Dialogu. Nie widzą jednak, że to miejsce działa jak centrum dialogu jako ‘basen w synagodze’, gdzie wszystkie wydarzenia kulturalne zainspirowane są tradycją żydowską oraz wodą.

We wrześniu 2011 basen został zamknięty ze względu na złe warunki techniczne.

Tekst pojawił się oryginalnie w archizinie FAKE CITIES / TRUE STORIES wydanym właśnie przez Wydział Architektury STU w Bratysławie z inicjatywy Marii Topolcanskiej.

Oryginalne wnętrze synagogi fot. archiwum bmkz

Oryginalne wnętrze synagogi fot. archiwum bmkz

Performance Atlantis fot. januszmarciniak.pl

Performance Atlantis fot. januszmarciniak.pl

W piątą rocznicę rewolucji 1917 Arseny Avraamov zagrał koncert na dwie baterie artylerii, pułk piechoty, kilka hydroplanów, 25 parowozów, około 20 syren fabrycznych i na rogi mgłowe całej floty kaspijskiej. Dyrygował ze specjalnie zbudowanej wieży za pomocą chorągwi. Wszystko na nutę Międzynarodówki i Marsylianki. Avraamov nie chciał publiczności, bo cały proletariat miał być zaangażowany w granie, według zasady, że muzyka ma największą moc organizacji społecznej.

Pięć lat przed upadkiem komunizmu węgierski architekt Gabor Bachman także użył muzyki industrialnej – tym razem do opisania upadku systemu. W przeciwieństwie do Avraamova nie ma tu chóru, ale raczej emocje wyrażane pojedynczo, tworzące kakofonię muzyczną i przestrzenną. O ile Avraamov miał przyzwolenie władz na swój koncert, o tyle Bachman pracował nielegalnie, w opuszczonej fabryce i klubie swojego projektu zamkniętym i zniszczonym przez partię w 1986. Tłem jego happeningów są przetworzone w duchu dekonstruktywistycznym formy radzieckiej porewolucyjnej awangardy.

W tym kontekście trochę bardziej błaho brzmią utwory grupy Einsturzende Neubauten z Berlina Zachodniego, które także utrzymane są w duchu niezgody i destrukcji.