Więcej za mniej

Wiemy już, że jako architekci jesteśmy jedyną grupą zawodową, która wykonuje ogrom pracy za darmo. Najlepszym przykładem są konkursy architektoniczne, które dla wielu z nas są jedyną szansą zdobycia interesujących zleceń. Nie wymyślono jednak lepszego sposobu na dobrą architekturę i nie podważam tu ich zasadności. Chodzi mi o wzrastającą pychę inwestorów ogłaszających konkursy i krótkowzroczność uczestniczących w nich architektów.

Projektantom nie starczają nigdy same warunki wyjściowe, ograniczające ich pole działania. W procesie konkursu zgłaszają wiele pytań, w których domagają się jednoznacznych odpowiedzi na wszelkie wątpliwości. O ile  pewne braki w informacji wyjściowej mogą wymagać uzupełnienia, to bardzo często pojawiają się pytania w charakterze czy można? To już pokazuje słabość uczestników. Co więcej, kiedy zwycięski projekt jest niezgodny z warunkami (załóżmy, że dzięki temu jest najlepszy), przegrani podnoszą larum i sypią się protesty. To wynika tylko z krótkowzroczności architektów, którzy tym samym odbierają sobie prawo dyskusji i w efekcie pozbawiają się realnego wpływu na przestrzeń. Próbując zamknąć się w ramach czytelnej gry o ustanowionych regułach, chcą działać odtąd dotąd, być jak sportowcy zawodowi – maszynkami do osiągania mierzalnych wyników.

Z drugiej strony organizatorzy konkursów próbują jak najwięcej określić. Do tego dochodzą ambicje architektów zwykle piszących warunki, którzy często prześcigają się w dopowiadaniu programu do ostatniego szczegółu. Wprowadzenie zapisów takich jak wysokość poszczególnych pomieszczeń (uznaniowa w przypadku np. holu wejściowego), określenie obowiązujących schematów funkcjonalnych czy po prostu podziału na pomieszczenia (co jest normą) – wyklucza architektów z najważniejszego etapu projektu, którym jest programowanie. To jednak nie przeszkadza im tak, jak niedopowiedzenia. Sami więc przyjmują na siebie rolę układaczy pomieszczeń i malarzy elewacji.

Przegięciem są niewiarygodnie rozrośnięte wymogi dotyczące zakresów opracowań konkursowych: rysunki w skali 1/100 (odpowiedniej dla projektu budowlanego), detale architektoniczne (w skali 1/20), wizualizacje, kosztorysy, bilanse, itd. Mimo i tak już ciężkiej pracy, organizatorzy zwyczajnie naciągają architektów na dodatkowe koszty, np. poprzez wymóg druku dodatkowych kopii plansz w formacie A3. Czyżby po to, żeby wspaniali sędziowie mogli wziąć  sobie materiały do domu? Nadzwyczajną pychę okazali organizatorzy jednego z ostatnich konkursów (firmowanego przez SARP, a jakże!), gdzie w warunkach nakazano wykonanie w planszach otworów, umożliwiających ich powieszenie!

Reklamy
1 comment
  1. w 100% się zgadzam, odpowiedzi na pytania często przekreślają pewne „widełki” możliwości i ukierunkowują projekty na tor wskazany przez organizatora.
    Jakiś czas temu dyskutowałem z pewnym doktorem na Pwr, który stwierdził, że zwycięska praca niespełniająca kryteriów konkursu jest niesprawiedliwie oceniona, bo w takim wypadku nie wszyscy mieli równe szanse. Ale z drugiej strony brak polemiki z programem sprowadza nasza rolę do układania puzzli z metrażu, aby wypełniło to powiedzmy linie obowiązujące…
    Zastanawia mnie natomiast jedna rzecz:
    Jak jury konkursu podchodzi do błędów typu: w toalecie nie ma wystarczająco dużego przejścia, drzwi otwierają się nie na tą stronę. Takie pomyłki (pojedyncze) wydawało mi się w koncepcji mogą sie pojawić (wynika to np z szybkiego kończenia i braku czasu na sprawdzenie dokładne) co potwierdza kilka zwycięskich plansz z różnych biur. Natomiast wspomniana wyżej osoba, stwierdziła, że świadczy to o braku warsztatu architekta i taka praca jest szybko odrzucana…
    Może ktoś doświadczony wypowie się?
    Pozdrawiam, BP

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: