Moc truchleje, blask ciemnieje

Tekst: Mikołaj Smoleński

Obserwując jak co roku montaż i rozruch świątecznych iluminacji można się zacząć zastanawiać nad logiką tych działań w kontekście globalnie obwieszczanego kryzysu i ekonomicznego postu. Pomimo rosnących cen paliw i energii,w wielkomiejskich zespołach na całym świecie, przez cały rok trwa nieustanny, coraz bardziej intensywny spektakl świetlny. Analiza zjawiska nocnej iluminacji prowadzi do wielu interesujących przemyśleń i wielu sprzecznych tez.

Doroczny rytuał świątecznej rozrzutności

W 1933r. Junichiro Tanizaki w eseju „Pochwała Cienia” pisał o różnicy pomiędzy Zachodem – dążącym do coraz większej jasności, a Wschodem skłaniającym się ku subtelnościom półcienia. Dzisiaj to właśnie na Zachodzie słychać głosy wzywające do umiarkowania i zrównoważonego rozwoju w kwestii oświetlenia: Dark Sky Association rozpowszechnił pojęcie „zanieczyszczania światłem”, krytycy architektury tęsknią do ciemnych sylwet historycznych wież i katedr, a ekolodzy walczą o naturalny, świetlny cykl dobowy w miejskich ekosystemach. Na to wszystko nałożył się bezdusznie wpływ rachunku ekonomicznego. Z drugiej strony trudno się łudzić, że nowe technologie zatrzymają rosnąca lawinę lumenów. Bardziej ekonomiczne technologie zawsze po krótkim okresie poprawy bilansu prowadzą do efektu jo-jo i powrotu do pułapu konsumpcji sprzed zmian. Są też tacy, którzy postrzegają feerię świateł wielkomiejskich jako tętno i paliwo dla nocnego życiametropolii – będących w istocie głównym motorem postępu gospodarczego. John Culmer Bell w swoim eseju „Urban Otaku – Electric lighting and the noctambulist” pisze wręcz, że ograniczenie konsumpcji energii i światła w imię dbałości o wpływ na środowisko byłoby jak zwalczanie kryzysu ograniczaniem przepływu strumieni pieniędzy w gospodarce. Trudno temu zaprzeczać w kontekście strategii Bożonarodzeniowych.

Czy nieustanny spektakl ma ograniczenia? fot. D. Gibski

W konsekwencji wielkie metropolie żyją na krawędzi “zawału”. Odbywa się w nich nieustannie wyścig pomiędzy narastającym głodem, a udoskonalaną technologią i udoskonalanymi systemami managementu energią. Sytuacja ta nie jest żadnym novuum. Richard Stities w swoim opracowaniu “Utopijna wizja i eksperymentalne życie w rewolucji rosyjskiej” przytacza anegdotę jak Lenin wdrażając swój plan elektryfikacji Rosji pod hasłem “Komunizm to władza radziecka plus elektryfikacja całego kraju” musiał wyłączyć dostawę prądu dla Moskwy aby na demonstrowanej makiecie oświetlenia miasta mogły palić się wszystkie lampki. To co jest nowością, to kompulsywne uzależnienie od dostępu energii i światła. Testem na siłę nałogu i na odporność na wymuszoną abstynencję jest ‚BLACKOUT’ – nagła nieplanowana zapaść systemu dostawy energii. Jeden z największych blackoutów w historii wydarzył się 14 sierpnia 2003r. w ośmiu pn-wsch Stanach Zjednoczonych i prowincji Ontario w Kanadzie, a jego następstwami zostało dotknięte ok. 50 mln. osób. Dosyć interesujący był scenariusz wydarzeń bardzo pokojowy jeżeli porównać go ze żniwem poprzednich blackoutów i jeżeli brać pod uwagę świeżą traumę Amerykanów z ataku na WTC w 2001r.

Blackuot w Tokio

Liczba aresztowanych osób w dniu blackoutu w Nowym Jorku wyniosła 850 w zestawieniu z 950 osobami aresztowanymi na co dzień. W związku z nie działającymi lodówkami i zamrażarkami wiele restauracji przygotowywało i rozdawało jedzenie wszystkim chętnym, co przyczyniło się do masowych imprez w wielu dzielnicach miasta; rozdawano napoje, lody, a na Times Square nawet buty dla znużonych pieszą wędrówką do domu. Zestresowani Nowojorczycy, którzy wbrew pozorom kładą się dużo wcześniej spac niż chociażby mieszkańcy Madrytu czy Barcelony wylegli tłumnie na ulice. W Toronto pewien teatr wystawił nawet przedstawienie w świetle długich reflektorów samochodowych. Tak wspomina to wydarzenie Brad Moon w artykule z Wired w piątą rocznicę wydarzenia. Tej nocy spotkaliśmy więcej ludzi w naszej dzielnicy niż podczas dwóch lat odkąd tam mieszkaliśmy. Ludzie wędrowali ulicami z latarkami i butelkami wina, gromadząc się na gankach na spontanicznych imprezach ‚blackoutowych’ Niebo nad miastem wolne od rozproszonego światła było ugwieżdżone jak na jakimś północnym polu kampingowym [Istnieje relacja o kobiecie, która mieszkając od 40 lat na Manhattanie ujrzała Wielki Wóz pierwszy raz w życiu – dopisek M.S.] (…) Na każdych nieczynnych światłach był ktoś, zazwyczaj w cywilnych ciuchach, kto spokojnie kierował ruchem drogowym, a kierowcy faktycznie stosowali się do wskazówek (…) Sąsiedzi zaglądali do siebie i zapraszali na grilla.

Impreza w świetle reflektorów samochodowych – NYC 14.07.2003

Co za paradoks, że noktambulizm zrodzony jako forma rozrywki wraz z rozwojem publicznego oświetlenia odzyskał swój festiwalowy charakter a rebours – jako festyn świętowany w półmroku; odmiana od rutyny codziennego ‚świetlnego festynu’ .

Reklamy
2 comments
  1. w said:

    pamiętam blackouty w naszym bloku w latach osiemdziesiątych.. brak prądu to było to – świeczka, stolik na korytarzu i pełna integracja z ziomalami z piętra. nie mam nic przeciwko takiej sytuacji dzisiaj, poznałbym przyjaźnianych sąsiadów.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: