Archiwum

Monthly Archives: Październik 2011

Według Petera Blakea – autora biografii Miesa van der Rohe – architekt ten był kryształowym człowiekiem, chodzącym ideałem, wyznającym ascezę w architekturze i życiu. W swojej książce na kilka akapitów rozpisuje się jak godziwie postąpił Mies, projektując pomnik Róży Luksemburg. Kilka stron dalej Blake próbuje prześlizgnąć się od 1933 roku do czasów powojennych zdaniem: Mies pozostał w Niemczech [po wyborze Hitlera] jeszcze trzy czy cztery lata i opisuje zdawkowo jego walkę z systemem. Autor biografii wspomina wprawdzie o udziale w konkursach na Bank Rzeszy i biurowiec Niemieckiego Przemysłu Jedwabniczego, ale mimo ich osiowych i monumentalnych układów, nawiązujących dialog z gigantomanią nazistów – nie dopatruje się tu żadnych niestosowności.

Oczywiście nie wspomina słowem o projekcie pawilonu niemieckiego na Wystawę Światową w Brukseli w 1935. Wg szkiców Miesa zwiedzający, mijając sztandar ze swastyką, mógłby wejść do budynku, chyląc czoło przed czarnym orłem nad głównymi drzwiami i trafić między dwie ściany z trawertynu, które przeznaczone były pod propagandowe treści symboliczne (swastyka i wielki napis Deutsches Reich). W 1937 Mies opuścił Niemcy, ponieważ nie znalazł pracy. Hitler poznał już Speera, który pomógł wyrobić mu własne zdanie o architekturze. Wcześniej nie było jasne po jakiej stronie opowie się wódz i Mies próbował znaleźć pole dla siebie w ideologii czystości i prostoty lansowanej nowego kanclerza. Łącznikiem Miesa ze Stanami, do których się udał, był nie kto inny jak Philip Johnson, który odwiedzając Niemcy, sympatyzował z nazistami, czego dowodzi jego prywatna korespondencja z lat 30…

Mies van der Rohe - ściana ze swastyką 1934

Mies van der Rohe - wejście główne z orłem 1934

Mies van der Rohe - ściany z trawertynu (po lewej napis Deutsches Reich) 1934

Peter Blake, Mies van der Rohe – architektura i struktura, WAiF 1991

Tom Dyckhoff, Mies and the Nazis, The Guardian 2002

Celina R. Welch, Mies van der Rohe’s Compromise with the Nazis

Reklamy

Dziś w prasie słowo architekt przed nazwiskiem często wystarcza za cały życiorys. Gdy dodamy przymiotnik znany – wszystko jest jasne – mamy do czynienia z wyśmienitym profesjonalistą. Mówi się np. o znanym architekcie Richardzie Konwiarzu. Ten przykład jest wyjątkowo wstrętny. Otóż Konwiarz (którego jedną z głównych zalet jest to, że współpracował z Maxem Bergiem przy Hali Stulecia) nie tylko projektował dla nazistów obiekty militarne, ale także poprzez przyjęte rozwiązania estetyczne wychwalał Trzecią Rzeszę.

Jego schrony przeciwlotnicze w Breslau nawiązywały do stylu imperialnego – do architektury napoleońskiej – co było jawnym pochlebstwem dla wodza. Na frontonie największego z nich Konwiarz zaprojektował orła trzymającego w pazurach emblemat ze swastyką. W 1939 oddał do użytku rozbudowany stadion olimpijski – lepiej przygotowany do partyjnych pokazów siły. Być może to, że Konwiarz w 1933 roku sygnował wiernopoddańczy list do Hitlera, aby nie stracić pracy, nie jest jeszcze powodem do oskarżania go. Ale to, że 9 lat później (1942) nie powstrzymał się przed narysowaniem nazistowskiego symbolu na reprezentacyjnej fasadzie swojego budynku, wyklucza raczej możliwość nazywania go zdawkowo znanym architektem.

Konwiarz – fasada schronu przeciwlotniczego we Wrocławiu

W 2008 byliśmy świadkami historycznego momentu. Wtedy przechyliła się szala. Większość mieszkańców Ziemi zaczęła żyć w miastach. W Europie liczba ta urośnie do 84% w 2050.

Miasta od zawsze były motorem postępu – niekoniecznie dzięki lepszym wynikom gospodarczym – ale przede wszystkim dzięki interakcji społecznej. Dynamiczny przepływ informacji od wieków sprzyja rozwojowi pomysłów i ich wprowadzaniu w życie. Nowe, tanie i  upowszechnione rozwiązania (komórki, pady, laptopy) umożliwiają nam jeszcze lepiej wykorzystać skupiska miejskie i lepiej w nich funkcjonować. Szybki i prosty kontakt między mieszkańcami umożliwia nie tylko zabawę i konsumpcję (flashmoby, groupon), ale także rozwiązywanie problemów i wpływ na politykę (arabska wiosna ludów). Dzięki nowym systemom sprzyjającym indywidualnej aktywności możemy omijać korki, spalać mniej paliwa czy nawet zużywać mniej wody. Wszystko zależy od każdego z osobna, ponieważ narzucone rygory nie sprawdzają się lub są po prostu mniej efektywne. I na pewno nie chodzi o to żebyśmy żyli w superfunkcjonalnym mieście-maszynie, ale żebyśmy wykorzystywali swoją inteligencję do znajdowania własnej drogi. Dzięki takim rozwiązaniom i indywidualnemu zaangażowaniu Bostończycy uratowali zagubionego oposa szybciej niż wyspecjalizowane służby miejskie.

Opos

Gdzie jest tu rola architektów? Nie wiadomo. Patrząc na rozwój systemów operacyjnych takich jak Android i rolę Vodafone w budowie sieci informatycznej w Kairze, łatwo zgodzić się z jednym z głosów, że miasta będą opracowywane przez korporacje takie jak Microsoft czy Google, a urbaniści ze swoimi klockami zostaną na etapie Simsów.

Oprac. na podstawie numeru specjalnego Scientific American (polska edycja – Świat Nauki, październik 2011)

W nowej kategorii będą pojawiać się książki stare i nowe. Wszystkie aktualne i o architekturze.

Pierwsza rzecz jest katalogiem wizjonerskich miast zaprojektowanych (i zwykle niezrealizowanych) przede wszystkim w XX wieku. Nowojorska pracownia architektoniczna WORKac zebrała podstawowe informacje o poszczególnych projektach w tabelach i syntetycznych rysunkach. Wizje zestawione są ze względu na skalę, co daje poczucie wielkości założeń. 49 miast można traktować jako dobry punkt wyjścia i źródło podstawowej wiedzy o ambitnych planach uporządkowania świata przez architektów. Zobacz książkę tutaj.

WORKac, 49 Cities, Storefront for Art and Architecture, Nowy Jork 2010

49 Cities by WORKac

Dla miasta liczy się strategia, nie architektura. W centrum Drezna zbudowano fabrykę volkswagena, jednak wykluczono ruch ciężarówek, dostarczających do niej części. Problem połączenia fabryki z centrum logistycznym rozwiązano za pomocą towarowych tramwajów CarGo Tram, dzielących trakcję z osobowymi. Korzyści są oczywiste.

CarGo Tram

W kontraście do dzisiejszego stanu kultury popularnej we Włoszech, kino w latach 50. było zjawiskiem społecznym. Film Giuseppe Torantore Cinema Paradiso jest sentymentalnym powrotem do czasu, kiedy na placach miejskich nie było samochodów, tylko spotykali się ludzie. Kino przyciągało wszystkich. Poniżej dwa zdarzenia urbanistyczne.

Film wyświetlony na ścianie budynku

Widzowie bez biletów stoją na łodziach

To nie Sanaa wynalazła białe powłoki. To nie moderniści pierwsi projektowali zbiorniki wodne przed budynkami. Holenderskie pasożyty były tylko cieniem wcześniejszych interwencji. Budynki z warstw istniały na długo przed MVRDV. Brutalizacja faktur miała miejsce przed H&deM. I nie chodzi tu o architekturę bez architektów tylko świadome działania. Wystarczy krótka wycieczka do Włoch. Poza stylami, dekoracjami, ikonami można znaleźć oznaki tego, co dziś nazywamy współczesnością.

Faktura kolumn w Palazzo Te w Mantui...

...i ściana Schaulagera w Bazylei - Herzog&deMeuron

Plac przedłużony przez podcień w Bresci...

...i w Melbourne - NL Architects

Średniowieczny ratusz w Vincenzie włożony w białą kopertę Palladia...

...i białe opakowanie starego muzeum w Walencji - SANAA

Zbiornik wodny odbijający Palazzo Te...

...i lustro wodne w Chandigarze

Pasożyty między przyporami kościoła w Piacenzie...

...i pasożyt w Rotterdamie

Późnorenesansowa ściana kościoła w Bresci...

... i podobna powłoka w Tampere

Warstwowa struktura ratusza...

... i pawilonu w Hannoverze - MVRDV